Deszcz

 

Pierwszą połowę życia spędziłem w okolicach małej osady leśnej, którą ktoś kiedyś nazwał „Suszka”.
Nazwa nie była przypadkowa.
Sucho tam.

Domyślam się, że nie chodziło jednak o brak deszczu w tamtej okolicy. Prędzej o to, że nawet, gdy woda dotarła do gleby szybko ją opuszczała dzięki hałdzie piachu, którą kilkanaście tysięcy lat temu naniósł tam lodowiec.

Tak czy siak efekt był taki, że dzieciństwo kojarzę, między innymi, z podlewaniem rabatek kwiatowych, ogródka warzywnego, plantacji aronii… hektolitry wody. Opady deszczu z jednej strony dawały oddech od zajmującego 1-3h podlewania, ale z drugiej strony w porze wakacyjnej przeszkadzały w rowerowych wypadach nad jezioro. Deszcz w mojej subiektywnej ocenie był ok, ale lepiej było, gdy świeciło słońce.

 

Później wyniosłem się do Warszawy i w kilka innych miejsc na świecie. W żadnym z nich deszczowe dni nie były mymi ulubionymi.

  • Gdy mieszkałem w miastach, kierowcy wjeżdżający w kałuże oblewali mnie wodą i miałem wiecznie mokre buty.
  • Gdy pracowałem w Szkocji i sadziłem las, przez długie tygodnie tonąłem w błocie, a sadzonki lepiły się do rąk.
  • Gdy mieszkałem w lodach Antarktyki, opady deszczu roztapiały śnieg, a powstające wtedy błoto uniemożliwiało poruszanie się skuterem śnieżnym. A był on naszym jednym lądowym środkiem transportu.
  • Gdy podróżowałem z plecakiem po Ameryce Południowej, deszcz utrudniał przemieszczanie się autostopem, doszczętnie przemaczał też wspomniany przed chwilą plecak.
  • A w Afryce? Pora sucha dawała się we znaki, więc owszem, oczekiwałem deszczu… Ale już po drugiej ulewie ulicami Sudanu Południowego płynęły rzeki wody. Gdyby to była sama woda, nie byłoby źle. Jednak na osiedlach złożonych z tukuli (gliniane domki), w których nie ma kanalizacji, fekalia wylewane są na zewnątrz. Do tego dodajmy walające się na ulicach śmieci i w trakcie ulew powstawała iście nieprzyjemna mieszanka. Do tego wilgotność powietrza bliska 100%. Jak się możecie domyślać, ulewy nie były mym ulubionym czasem.

Reasumując, przez ostatnich kilka lat deszcz = utrudnienia wszelakie.

Przenieśmy się jednak do bieżących czasów.
Mieszkam w środku Puszczy Knyszyńskiej, a od 6 tygodni padało trzy razy, łącznie jakieś 2h. Tak w zasadzie to kropiło, a cała woda momentalnie odparowywała. Maj był najcieplejszy od 55 lat, średnia temperatura przewyższyła 18’C.  56 lat temu nie prowadzono pomiarów, czyli to najcieplejszy miesiąc w kraju, odkąd to mierzymy…

Ogródek mamy niewielki, więc z podlewaniem sobie radzimy. Ale widzimy, jak rolnikom schnie zboże, niepewne są kolejne koszenia łąk, z których zbiory przeznaczane są na paszę dla zwierząt. Bobry brodzą w bagienkach, rzęsa wodna pokrywa „błotniste plaże” cofających się bagien. Strumyk, przez który przechodziłem, by dotrzeć na moje ulubione łąki wysechł, strasząc złowrogo spękanym błotem, które pamiętam z czasów pobytu w Sudanie Południowym.

Złapałem już trochę lat i perspektywy, więc teraz z utęsknieniem wyczekuję deszczu, obiecując sobie, że już nigdy nie będę narzekał na to, że leje. A że mnie lub znajomym tzw. „zła pogoda” trochę zepsuje urlop? Będą kolejne.

Byle wkrótce popadało.

Pozdrawiam,
Piotr

ps: Brak stałej styczności z naturą spowodował, że przestaliśmy dostrzegać prawdziwą rolę deszczu. Zgadzacie się?

UDOSTĘPNIENIA

Dalej

UDOSTĘPNIENIA

Zobacz inne wpisy

#Wszystkie #Las w Nas #Leśne spacery #Luźne myśli #podsłuchane #PolskaiPolacy #spotkania #Teksty #Zasłyszane LAS w NAS

KOMENTARZE

  1. Ada 12.07.2018 > 16:47
    Mieszkając w Irlandii, myślałam że nigdy nie zabraknie mi deszczu, a tu jeszcze kilka ostatnich wakacji w Polsce - równie deszczowych, więc miałam serdecznie dość! No i przyszedł maj tego roku. Najpierw wysuszyło mnie w Tatrach, następnie na Mazurach, a teraz od ponad 2 tygodni nie padało w Dublinie. Trawa całkiem zżółkła, jeziorka i rzeki straszą niskim poziomem wody (a do tego śmierdzą), owadów jakoś więcej, a to ciągłe słońce wysysa ze mnie całą energię :( Tęsknie za deszczem i wilgotnym powietrzem! No ale, w końcu prawdziwe lato w Irlandii, no to zamiast narzekać, pedałuję na plażę, bo choć ochotę mam wielką na podglądanie zwierzaków w lesie, to rowerem się tam nie dostanę ;/ Pozdrawiam!
    • Piotr 26.07.2018 > 15:52
      Hahah no tak, pogoda bywa kapryśna, ale nasze gusta i oczekiwania wobec niej bywają jeszcze kapryśniejsze ; ) Kiedyś mieszkałem w Irlandii Północnej (Portadown), jakieś zwierzaki widywałem w tych górach (nazwa mi uciekła) po których wierzchołkach przeprowadzony jest mur. Pozdrowienia z Supraśla ; ) Piotr

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Temat pokazu

Miejsce pokazu

Czas trwania pokazu


Data pokazu

Rodzaj i wiek publiczności


Szacunkowa ilość widzów

Ilość powtórzeń pokazu

Pytania, inne informacje

Dane kontaktowe

By być na bieżąco? Podaj proszę: